2 tygodnie.

Nie jest tak źle.

Myślałam, że dłużej mnie tutaj nie było.
Jednak podczas self-izolacji (kwarantanny) czas biegnie jakoś inaczej.

I nie – nie narzekam na nadmiar czasu. Dużo się u mnie dzieje (i w pracy, i w życiu) więc sporo tematów „odhaczam” i sporo mam wciąż do „odhaczania”.

Ale obiecałam, że będę tu w miarę regularnie zaglądać, dlatego pozwoliłam sobie na kubek „kawy” oraz spędzenie kilkunastu/kilkudziesięciu minut, podczas których mam zamiar stukać w klawiaturę laptopa. Po co? BOTA.

BOTA to jeden z nieśmiertelnych argumentów (drugi to „NIEBO”)

BOTA – bo tak. 

NIEBO – nie, bo nie. 

Z tymi argumentami się nie dyskutuje.

Dlatego zamiast pytać „po co” będę klepać w klawiaturę, warto zapytać „DLA KOGO?”.

Otóż: dla Czytaczy 🙂 

Jeśli nie jesteś Czytaczem – to sugeruję (oczywiście to tylko sugestia, do której nie musisz się stosować) zamknąć ten wpis i przenieść się w inne zakamarki internetu. Tutaj nie będzie działo się nic ciekawego. Tak sądzę. W sumie – planu nie mam. Po prostu naszło mnie na pisanie.

Czasem – jeszcze zanim powstanie wpis – zastanawiam się, do jakiej kategorii go włożę. Ten pewnie zahaczy o „free time” lub/i „co Mii w duszy gra”.

Zaczynajmy.
Nastała ciemność. To jest ten moment, gdy nie wiem, co dalej.

Mam sryliard pomysłów i tematów do poruszenia, ale nie wiem od czego zacząć.

Ktoś mądry powiedziałby „od początku”, a przecież „(…) na początku był Chaos. Z Chaosu wyłonili się pierwsi bogowie Uranos-Niebo i Gaja-Ziemia…”

Ale nie będziemy się tu zajmować Mitologią Grecką (choć w wydaniu Parandowskiego jest niezastąpioną lekturą dla kilku/kilkunastoletniego dzieciaka – to taka wskazówka dla Rodziców, którzy nie wiedzą co „zapodać” Młodemu/Młodej do czytania podczas „stay-home”).

My jednak mamy lat więcej niż kilka, czy nawet kilkanaście. Zakładam, że wszyscy, którzy trafiają na tego bloga są 18+ (ciekawe, czy moje założenie jest słuszne). Możemy wobec tego zająć się czymś bardziej PRODUKTYWNYM niż Mitologia. Och tak.. padło słowo „produktywny”… a to się może kojarzyć z (OCZYWIŚCIE!) seksem.. bo przecież podczas seksu „produkuje” się (z lepszym lub gorszym skutkiem) dzieci/orgazmy/nietypowe sytuacje… I co tam jeszcze komu do głowy przyjdzie (a wierzcie mi – ludzka wyobraźnia granic nie zna)

Wróćmy jednak na praworządne tory. Łyk „kawy” i jazda. 

Na wstępie pozwolę sobie poruszyć temat na czasie: „Stay Home, Stay Safe” 🙂

Jak zapewne część z moich ukochanych Czytaczy wie, „ja stay-home-stay-safe wraz z PB”. W wolnym tłumaczeniu: po prawie 7 latach bycia w związku (małżeńskim od bodaj 3) – przebywam z Mężem niemalże non-stop 24h/dobę od ponad półtorej miesiąca. Wy, którzy jesteście szczęściarzami i posiadacie małżonki, zapewne zdajecie sobie sprawę z tego, jakim wyzwaniem może być konieczność przebywania z tą Ukochaną Osobą przez 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu, któryś-tam-tydzień-z-kolei na bardzo ograniczonej przestrzeni.

Ostatnio zastanawiałam się jakbyśmy (ja i PB) spędzali czas, gdyby nie praca, która dosłownie nas pochłania (mnie dodatkowo pochłania przygotowanie do porodu oraz nadrabianie adultowych zaległości). I wpadłam na kilka pomysłów, którymi chciałabym się z Wami podzielić. A co! Kto mi zabroni? 😀

Pominę oczywiste oczywistości: wspólne układanie puzzli, gra w planszówki, czy wspólne czytanie Biblii/oglądanie Netflixa/odmalowywanie po raz 17 sypialni.

Zostańmy w tej sypiali. Albo lepiej NIE… Przenieśmy się do łazienki. Kuchnia też może być. Schody, piwnica, strych… 

Powiedzcie mi (a właściwie przyznajcie się sami przed sobą, drodzy Panowie – Drogie Panie, jeśli jakieś Kobiety tu zawędrowały)… kiedy po raz ostatnie testowaliście wytrzymałość kuchennego blatu? Możliwość zmieszczenia się pod prysznicem we dwoje (jeśli ktoś nie ma prysznica – to pewnie posiada mniejszą, lub większą wannę)… sofa w salonie – to brzmi tak typowo, wręcz oklepanie. Ale serio: kiedy ostatnio kochaliście się ze swoimi partnerkami/partnerami w każdym pomieszczeniu Waszego mieszkania/domu? Albo i nawet poza domem. Ja wiem, trzeba nosić maseczki, ale nikt nie kazał nosić gaci non stop na tyłku. Osobiście polecam seks w lesie (do lasu już można i jak krąży w internetach: od kiedy można, to już nikt do lasu iść nie chce..) wiec może to być dla Was opcja na zaproszenie odrobiny natury do związku. I nie mam na myśli mrówek kąsających w tyłek, gdy Ona-Jego na Jeźdźca.

Serio, jest długi weekend, majówka. Jakiś kocyk, kilka owoców, kruche ciasteczka, butelka dobrego wina (pamiętajcie o konieczności powrotu do domu – jeśli samochód – to jedno z Was nie pije)… I hop gdzieś za miasto. Do tego obowiązkowy telefon. Dlaczego obowiązkowy? Bo w każdym (chyba) smartfonie jest opcja robienia zdjęć i kręcenia filmów. Polecam również mały statyw i może jakiś pilot do pstrykania fotek na odległość. Nie ma co się ograniczać do bzykania. Zróbcie sobie sesję fotograficzną. Albo nakręćcie amatorski filmik porno. Po co? For FUN.

Kiedyś, dawno, dawno temu, była taka przesympatyczna strona, gdzie Mężczyźni umieszczali swoje „adultowe contenty” zdjęcia oraz filmy i mogli przy okazji zarobić „na waciki”. Pomijam opcje zarobkowe, bo w naszych czasach szeroko rozumiana erotyka jest dostępna wszędzie i w większości może być za darmo.. wtedy również nie o $$ chodziło lecz o zabawę. PB miał swoje miejsce w sieci. W tym niegrzecznym zakamarku internetu. Pamiętam jaką frajdę nam sprawiało pstrykanie fotek czy kręcenie klipów, które później lądowały w czeluściach internetu, by grzesznie wodzić grzeczne dusze na pokuszenie 🙂 Dziś podczas popołudniowego, leniwego, sypialnianego (!!!) bzykana wspominaliśmy tamte czasy… Stawanie się aktorem, reżyserem, scenarzystą… Mieliśmy niektóre scenariusze rozpisane tak dokładne, że trzeba się było dialogów uczyć (i nie było to tylko wołanie o jagody — dla niewtajemniczonych: niemieckie porno z lat 90: ja gut, ja-gut, jagód…)

Z ręką na sercu polecam spróbować tworzyć „adultowy content” (umieszczanie go w sieci pozostawiam Waszemu rozważaniu tak/nie) nie mniej jednak warto czasem wyjść poza ramy seksu w sypialni i zabawić się inaczej niż tylko w „po-bożemu-przy-zgaszonych-światłach”. Oczywiście żartuję z tym „po bożemu, przy zgaszonych”… zakładam, że testujecie różne pozycje… potestujcie je również w różnych miejscach i z różnym „założeniem”. Niech to będzie coś więcej niż „byle do orgazmu”, stwórzcie coś pięknego, na czym warto zawiesić oko, (co w przyszłości będzie można wnukom pokazać – i znów … z tym pokazywaniem wnukom – to też musicie sobie sami rozważyć :P)

A jakiś pomysł dla samotnych Samców? Z tematów adultowych…

Jak najbardziej.

Selfie! Róbcie selfie. Albo kręćcie sobie selfie-filmy. Możecie je wrzucać do sieci (znajdziecie zarówno płatne , jak i bezpłatne strony, gdzie możecie wstawiać swoje kreacje) albo zostawcie je sobie „na pamiątkę”. Dla tych odważnych, którzy lubią być „oceniani” jest sporo opcji na Dick Rating (o tym również rozmawiałam dziś z PB… czy miałby ochotę usłyszeć „kilka słów prawdy” o swoim Kutasie od innej kobiety… przyznaję, że Wy-Od-Waż-Niał mi Mąż … i jak znam siebie – zapewne znajdę odpowiednią Kobietę, która oceni przyrodzenie mojego Mężczyzny – chętnie poczytam 😉 )

Zostało mi pół kubka „kawy” jeszcze…

Ten wpis na razie zakończę. I za chwilkę (być może) wrzucę coś nowego. Póki siedzę przy lapku… nie muszę się bawić w BARF-iarza.

Tak, takie plany mam na wieczór. Mega Ex-Cy-Tu-Ją-Ce ***wink***

Buziam :*

Mia 🙂